poniedziałek, 13 grudnia 2010

Raggafaya - Bakagenci

Wczoraj ukazał się klip do kawałka zaprzyjaźnionej ekipy Raggafaya, kawałek jest co prawda stary, jednak to dopiero piewszy oficjalny teledysk tego zespołu. Numer pochodzi z legalnie wydanej płyty pt. Karrambol. Enjoy.

środa, 8 grudnia 2010

Kensee - Chameleon, premiera albumu !


Dzisiaj ma swoją premierę składanka producencka mojego człowieka Kensee'ego, na której znajduje się m.in. kawałek z moim skromnym udziałem. Płyta ma charakter międzynarodowy, poza mną gościnnie swoje zwrotki dograli reprezentanci Austrii, Anglii, Włoch i Hiszpani. Mix i mastering na tej płycie jest autorstwa Noona. Zachęcam wszystkie hiphopowe głowy do sprawdzenia tego albumu. Check it !

pobierz Kensee - Chameleon

poniedziałek, 15 listopada 2010

Coś nowego na blogu

Po długiej przerwie dodam coś nowego. Nie chcę mi się na bieżąco wrzucać wszystkich tu najpopularniejszych klipów, bo to w dobie jednodniowej daty ważności w necie jest bez sensu, będę wrzucał to co nie jest oczywiste i to co mogliście przeoczyć, a jest godne uwagi. Właśnie pojawił się nowy klip Projektu Nasłuch ze Szczecina. RDI po wyjściu z pierdla w końcu nagrywa płytę z Oreu'em. Jest to pierwszy singiel promujący "Nieznani Sprawcy" LP, mam tylko jedno zajebiście ważne pytanie, gdzie jest awruk Jimson ?
Z tego co się orientuję miał być na tym projekcie.



Nie słyszałem jeszcze nic słabego od Dinali, Okolicznego Elementu czy Jareckiego. Stolica polskiej piosenki - Opole zawsze na propsie !



Następny wpis za miesiąc. A co ?

sobota, 6 listopada 2010

Kensee - Chameleon (Album Trailer) ft. Def Ill, Mino, Cobane

Do sprawdzenia video trailer składanki producenckiej pt. Chameleon mojego człowieka Kensee'ego z Linzu. Video powstałe z połączenia 3 utworów, pierwsza zwrotka jest austryjackiego rapera Def Illa z Linzu, druga oczywiście moja, trzecia należy do Cobane'a z Londynu. Za mastering całości albumu odpowiada Noon. Album ukaże się w już 8 grudnia br. i będzie on do pobrania za free m.in. stąd. Viel Spass.


Kensee - Chameleon (Album Trailer) ft. Def Ill, Mino, Cobane from Kensee on Vimeo.

sobota, 30 października 2010

Przygód kilka Mina Świrka epizod pt. Przeprowadzka

Rok temu we wrześniu pomagałem bratu w przeprowadzce do innego mieszkania a wraz ze mną byli jeszcze Orzeł, Bestia i Adam A. To była sobota, po melanżu po którym parowała ze mnie wóda, ale jak wiadomo na kaca najlepsza praca. Od rana mieliśmy kilka kursów ciężarówką p...o mieście z jego meblami, gratami itp. wiadomo. Jako że mój brat pracuje w hurtowni browaru Żywiec to dostaliśmy od niego jego deputat browarów, które spijaliśmy sobie po drodze dźwigając mebelki. Przeprowadzkę zakończyliśmy około godz. 16. po czym odwozili nas do domu ciężarówką. Nie było dla nas miejsca w szoferce, więc jechaliśmy z Orłem na pace tej ciężarówki pijąc już 5-ty browar tego dnia. Akurat nie było na czym usiąść więc jechałem na stojąco, niestety ktoś nie zamknął drzwi od zewnątrz... Na środku skrzyżowania ulic Władysława IV-tego i Monte Cassino, w dalszym ciągu pijąc piwo nagle oparłem się plecami o drzwi po czym drwi się otworzyły a ja wypadłem z ciężarówki jadącej z prędkością ok. 40-50 km/h przyjebawszy głową o asfalt... Gdyby jechało za nami choćby Cinquecento to raczej bym już nie żył. Nie wiem jak to się stało, ale nic mi się nie stało. Całe szczęście byłem pijany i spadłem na ziemię jak worek kartofli lekko rozjebawszy sobie łeb, łokieć i kolano. Orzeł jak zobaczył, że wypadam z auta to krzyknął tylko: O KURWA, ON NIE ŻYJE ! A sobie ja wstałem, podniosłem puszkę z piwem, wziąłem łyka i poszedłem dalej. A jaki z tego morał ? Alkohol szkodzi zdrowiu ?
NIE KURWA, ALKOHOL URATOWAŁ MI ŻYCIE !

czwartek, 30 września 2010

Przygód kilka Mina świrka, epizod pt. Poradnik Młodego Kempowicza.

Jako, że byłem na Kempie 3 razy, podzielę się swoimi skromnymi doświadczeniami. W Czechach wbrew powszechnej opinii nie ma legalizacji jak w Holandii, tylko depenaltyzacja dragów, co oznacza że można posiadać do 5 G koperku i dostaje się za to mandat ok. 200 zł. alkohol w Czechach... można pić wszędzie, nie ma żadnych zakazów picia w miejscu publicznym. jeśli jedziecie pociągiem to uwaga na policję w Kudowie Zdrój na dworcu. kolesie z W-wy w tamtym roku dostali propozycję nie do odrzucenia od psów z Wrocławia, psy podeszli do nich na dworcu i mówią: - "Stoimy tutaj cały dzień i nic się nie dzieje, a wy hiphopowcy mieliście robić jakieś awantury czy coś, nas tu kurwa z Wrocławia przysłali na akcje. Jesteście właśnie na granicy z Czechami i tutaj wprowadzamy czeskie prawo na 1 dzień i wolno palić. Wiemy że macie przy sobie jaranie, albo zajaracie sobie z nami albo was zawiniemy, co wybieracie? Typy wybrali JARANIE JOINTÓW Z POLICJANTAMI W RADIOWOZIE, grubo ? Mój koleżka Leszek wysiadając na dworcu nagle przypomniał sobie, że zostawił śpiwór w pociągu i powiedział na głos: KURWA, ZOSTAWIŁEM ŚPIWÓR W POCIĄGU. po czym odpalił szlugę i powiedział, że zaraz pójdzie go poszukać. po 2 min. przychodzi policjant i wręcza mu śpiwór, a Leszek na to: ALE TO NIE MÓJ ŚPIWÓR. a pies na to: JEDEN CHUJ, ŚPIWÓR TO ŚPIWÓR, BIERZ TEN ! no i wziął nie swój śpiwór. na miejscu na Kempie Leszek otworzył ten śpiwór i zobaczył pustą paczkę LM'ów lightów. zajrzał do środka, a tam jakieś 3-4 gramy zielska. PIERWSZY RAZ W ŻYCIU DOSTALIŚMY JARANIE OD POLSKIEJ POLICJI, WOW ! nagle wysiada jakiś typ z busa i mówi, że mamy jego śpiwór, a my na to że wiemy co jest w środku i żeby dał nam chociaż 1 grama z tego. gościu mówi spoko i dał mi worek palenia za znalezienie. co do czeskiej policji to mają swój patent na polaczków, którzy jarają chamsko w przypałowych miejscach. słyszałem od gości z Kudowy, że jak czeskie psy ich złapali na jaraniu w mieście Nizny Nahod, ponieważ nie mogli im nic zrobić to zamiast dać im mandat to wywieźli ich za karę 20 km od granicy i zostawili w czeskiej dupie w szczerym polu, żeby musieli wracać do Polski na piechotę.

Przygód kilka Mina świrka. Epizod pt. Suktrener.

W zeszłym roku pojechałem do Gdańska z chudym skurwielem Orłem, żeby pomelanżować w Sopocie i ogarnąć nagrywkę z naszym ziomeczkiem Ryśkiem. Rysiek trudnił się wówczas, że tak się wyrażę... stręczycielstwem. Był pimpem, ale my mówiliśmy na niego SUKTRENER. Jeździliśmy z ...nim całą noc po Gdańsku i woziliśmy jego "podopieczne" do klientów, którzy zamawiali je z ogłoszeń na stronie internetowej. Najczęściej robiliśmy kursy Gdańsk - Sopot. Jedna z tych dziewczyn trafiła na taką metę gdzieś na jakiejś hardkorowej dzielni na Wrzeszczu zdaje się, że jak podjechaliśmy pod tą obskurną, poniemiecką kamienicę to bała się wejść do środka. Miała wejść na metę i puścić strzałkę Ryśkowi czy jest spoko. Co godzinę przyjeżdzaliśmy tam żeby ją odebrać stamtąd, ale klienci ciągle przedłużali czas i dopłacali jej żeby została. I tak jakoś wyszło, że siedziała na tej mecie 4 godziny, ale nikt nie chciał jej pukać, tylko panowie potrzebowali pani do towarzystwa. typiara mówiła, że cały czas chcieli z nią tylko rozmawiać i kazali jej walić koks. no to siedziała tak z nimi i waliła coco loco. po 4 godzinach dzwoni do Ryśka z płaczem, żeby ją stąd zabrał. Rysiek pyta: co się stało? A ona na to: Rysiek zabierz mnie stąd, oni wcale nie chcą się bzykać tylko każą mi wąchać koks ! - No to w czym problem ? a ona ryczy do telefonu i mówi mu: RYSIEK ! JUŻ WIĘCEJ NIE MOGĘ, ODKURZACZ MI SIĘ ZAPCHAŁ ! ZABIERZ MNIE STĄD SZYBKO ! podjechaliśmy po nią, a razem z nią z kamienicy wyszedł chłop o wymiarach 2 na 2: SZAFA GDAŃSKA. chciał żeby go podwieść gdzieś na miasto. podwieźliśmy go i okazało się, że to jakiś stary zapaśnik, który stoi na bramce w klubach nocnych. siedział w domu z kolegami i chyba im się nudziło, bo zamówili tą callgirl. w każdym razie PIMPIN' AIN'T EASY.

Przygód kilka Mina świrka, epizod pt. Kolesie w piżamach.

Możliwe już znacie te story, ale co tam. Ta mrożąca wódę w żyłach historia o wątku kryminalnym miała miejsce jakieś 2 albo 3 lata temu, pewnego sierpniowego wieczora. Siedzimy sobie całą ekipą pod lasem, u podnóży Góry Chełmskiej w K-linie na schodach. Nie pami...ętam dokładnie kto tam był, pamiętam tylko że był tam Enzym i Hauka i pewnie ktoś z Raggafaya plus jacyś znajomi, razem ok. 10 osób. Był wczesny wieczór, jakoś po 21 i powoli robiło się już ciemno. Pijemy sobie i palimy nagle spotrzegłszy, że z lasu wyjeżdzają 3 policyjne polonezy, od razu wiadomo pełen orient i wszystko co przypałowe schowaliśmy w bezpieczne miejsce. Generalnie siedzimy sobie dalej i udajemy, że nic tam nie robimy spokojnie obserwując działanie stróży prawa, którzy mają na nas zupelnie wyjebane, bo chodzą po krzakach z latarkami i czegoś tam szukają. Po 15 min. przeczesywania krzaków odjechali z powrotem do lasu po torach saneczkowych. Chwile po tym od strony giełdy samochodowej podjechał nieoznakowany policyjny samochód - jakieś srebrne Daewoo zdaje się, z którego to wysiadło 4 kryminalnych i ku naszemu zdziwieniu podbiło do nas. Zadali nam jedno zajebiście ważne pytanie: NIE WIDZIELIŚCIE MOŻE 5 KOLESI W PIŻAMACH ? Z trudem powstrzymując śmiech odparliśmy, że nie widzieliśmy nikogo takiego. Jednak Enzym był wtedy w swoim niebieskim, welurowym dresie Sean Johna i wyglądał jakby miał piżamę, więc jak tylko odjechali to cisneliśmy bekę, że to Enzyma szukają. Nie wiedzieliśmy jeszcze o co kaman, myśleliśmy wtedy, że prawdopodobnie chodzi im o jakichś pacjentów, którzy uciekli z Psychiatryka na ul. Słonecznej. Po chwili rozkminy postanowaliśmy kontynuować picie i palenie, nie trwało to jednak długo gdyż nagle z krzaków usłyszeliśmy cichy szept: "Ej, chodźcie tutaj !, ej ej no dawajcie tutaj pomóżcie mi !". Nastąpił moment zawachania, po czym podeszliśmy do krzaków, żeby zobaczyć kto nas woła. Ku naszemu zdziwieniu ukazał nam się MAŁOLAT W SPODNIACH OD PIŻAMY ! Był bez koszuli, nie miał nawet kapci, miał na sobie tylko te spodnie. Chciał żebyśmy dali mu swoje ubrania, żeby mógł uciekać przed policją. Było trochę zimno i nikt nie był skłonny oddać mu swoich ubrań, ale na początku chcieliśmy mu wyjąć ciuchy ze skrzynki PCK, a jeden z nas pojechał nawet do chaty na rowerze żeby przynieść mu jakieś stare łachy. Poszliśmy stamtąd a po drodze dowiedzieliśmy się od kogoś co się stało. 5 małolatów w wieku ok. 15 lat zamordowało w Darłowie starą kobietę w jej mieszkaniu, żeby ukraść jej parę set złotych. Tego dnia ich złapali i przewieźli ich do Koszalina na Policyjną Izbę Dziecka na ul. Ogrodową - tego dowiedziałem się z później z TV. Jak się domyślam- strażnicy pewnie mieli ich kłaść spać, ale chyba słabo ich pilnowali, bo udało im się uciec i pobiegli do lasu a za nimi ruszył pościg, o ile można tak nazwać 5 gnojków w spodniach od piżamy gonionych przez kilka Polonezów. Wiem, że złapali 4 z nich i szukali jeszcze tego piątego, ale pewnie daleko im nie spierdolił... Jakoś nie pisali o tym incydencie w gazetach, bo psy się nie chwalą swoimi porażakami w przeciwieństwie do mnie. End of story.

Przygód kilka Mina świrka. Epizod pt. Autobahn.


Przygód kilka Mina świrka. Epizod pt. Autobahn.
Ta historia miała miejsce jakieś 5, 6 lat temu. Pojechałem z moim bratem, Owieczką i Leszkiem po samochód do Niemiec, konkretnie do jakiegoś miasteczka pod Hannoverem. Ogólnie plan był taki, że przykręcamy do kupionego w Niemczech auta polskie tablice ściągnięte z samochodu mojej mamy i jedziemy sobie we dwójkę na luzaku z powrotem. Tak też się stało, Niemcur sam przykręcił nam te tablice wkrętarką na swoim podwórku, bo mu powiedziałem, że to polskie tablice celne. Lesiu prowadził to auto, ale był niedzielnym kierowcą a poza tym pierwszy raz był za granicą. Kupiony przez nas samochód stał wcześniej przez pół roku na parkingu u tego Niemcura, więc nie był w najlepszym stanie. Jak samochód nie jeździ długo to wiadomo, że się psuje. A propos był to Suzuki Samurai na kołach terenowych - taka mała terenówka ze zdejmowanym dachem. Jadąc przez to niemieckie miasteczko zainteresowała się nami niemiecka policja, bo za nami ciągnęła się wielka smuga dymu... tak wielka, że kolejny samochód na światłach stanął 30 metrów za nami. Okazało się, że jechaliśmy na włączonym ssaniu. a poza tym Leszek przegapił 3 zmiany świateł, bo nie mógł ruszyć i wszyscy zaczęli na nas trąbić. mój brat nas wyprzedził, zatrzymaliśmy się i wyłączył nam to ssanie, bo skumał w czym problem. Wyjechaliśmy w końcu na autostradę w kierunku Berlina. Leszek się jarał, bo pierwszy raz jechał samochodem po autostradzie. Rozpędził samochód do oszałamiającej prędkości 85 km/h co nie jest łatwe na kołach terenowych, ale czuliśmy prędkość , bo głośno i buda się ostro trzęsła. Zaczął krzyczeć: I-HA I-HA, ALE ZAPIERDALAMY ! W tym momencie zobaczyłem, że wyprzedza nas coś dziwnego. Pukałem Leszka w ramie: Lesiu weź spójrz w lewo. Lesiu spojrzał a tam właśnie wyprzedza nas drugim pasem kilkutonowy niemiecki CZOŁG ! Nietrudno się domyślić, że byliśmy wtedy jak: o kurwa, co jest ? Faktycznie, musieliśmy nieźle zapierdalać, bo czołgi mają oficjalnie ograniczenie prędkości do 90 km/h, ale rozwijają prędkość do 110 km/h.

czwartek, 9 września 2010

klipy: Vienio oraz Statik Selektah & Termanology

Wakacje już się skończyły a w związku z tym następuje stopniowa reaktywacja niniejszego bloga. Wiele osób pałuje się poniższym klipem na facebooku itp., więc nie może go i tutaj zabraknąć. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłem wielkim fanem Vienia - moim skromnym zdaniem to najsłabszy MC w ekipie Molesty. Jednak ten numer jest jak najbardziej udany, pozytywnie zaskoczyła mnie zwrotka Hadesa, przypadł mi do gustu, choć nie słyszałem go wcześniej.


Na dokładkę dorzucam klip moich faworytów - Statik Selektah i Terma z gościnnym udziałem króla południa Buna B. i Masspike Miles. Numer może i bardzo lajtowy, choć wcale nie przesłodzony, poza tym tacy ludzie jak Statik, Termanology i Bun B po prostu nie robią słabych kawałków. Word up.


środa, 21 lipca 2010

Mino - moda na bootleg


Dużymi krokami zbliżamy się do półmetka wakacji, zarówno w mediach jak i w muzyce panuje zatem tzw. sezon ogórkowy. Wykorzystując ten moment postanowiłem wypuścić bootleg. Moda na bootleg to kompilacja utworów pochodzących przede wszystkim ze studyjnych spontanów, które ukazały się już kiedyś, ale są trudnodostępne, featuringów, które już się ukazały, ale są mniej znane i warte przypomnienia oraz 6 niepublikowanych nigdy wcześniej ścieżek, które prawdopodobnie nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie ten bootleg. Część z nich zostało odrzuconych ze starych projektów, ponieważ wymagały one poprawek, ponownego nagrania lub były niedokończone, nie jest to więc pełnowartościowy materiał. Bootleg jest publikacją utworów bez wiedzy i zgody osób, które na nim występują, nie mieli oni szansy nic w tych kawałkach poprawić.

pobierz Mino - moda na bootleg

środa, 14 lipca 2010

wywiad w Radiu Koszalin

Możecie, chociaż wcale nie nalegam, sprawdzić wywiad ze mną w Radiu Koszalin z 13.05. br. Freestyle na trzeźwo jest najgorszy, wypowiedź też mocno średnia. Możecie odjąć mi - 1 punkt od fejmu. Sam mam do tego autohejting.

wywiad w Radiu Koszalin

piątek, 25 czerwca 2010

NG - Benzina feat. Shef (prod. Kensee)

Daje wam do sprawdzenia nowy track pochodzacy z epki wloskiego rapera NG z miasta Udine, wyprodukowany przez mojego czlowieka Karola. Picco bello rap di Italia e Austria.

NG - Benzina feat. Shef (prod. Kensee) by Kensee

piątek, 18 czerwca 2010

Przygody... Cz. 4. Popieprzone rodzinne sprawy.

Przepraszam was za brak polskich znakow oraz wywolany tym swoisty dyskomfort przy czytaniu, jednak przebywam obecnie na emigracji i nie posiadam polskiej wersji jezykowej.


Cz. 4: Popieprzone rodzinne sprawy.


Jakkolwiek glupio to zabrzmi, czuje sie rodowitym koszalinianiem, mniejsza z tym ze urodzonym w Kolobrzegu tylko dlatego ze porodowka w owym czasie byla w Koszalinie zamknieta przez co wiekszosc moich rowiesnikow rodzila sie w Bialogardzie tudziez wlasnie w K-gu. Dyspozytor pogotowia kazal zawiesc moja mamusie do szpitala w Bialogardzie, jednak ta wyrazila swoj zdecydowany sprzeciw grozac ze urodzi mnie po drodze jesli nie pojedziemy do K-gu. Uczynila to nie bez kozery poniewaz w owym czasie w stolicy piesni zolnierskiej oddano do uzytku nowiutki szpital z duzo lepszymi warunkami do rodzenia dzieci. W ten oto sposob przyszedlem na swiat na samym srodku bialej plamy na mapie Polski, czy gwoli scislosci PRLu w tzw. czarnej dupie zwanej dalej przez niektorych Pomorzem srodkowym.(Pominmy przy tym fakt, ze statystycznie 40 % Polakow mysli, ze Szczecin lezy bezposrednio nad morzem... ) Jest to taki region kraju, o ktorym mieszkancy innych czesci naszej macierzy przypominaja sobie z zasady jedynie w okresie letnim. Tym niemniej nie czuje z tego powodu jakis kompleksow, wrecz przeciwnie. Pierwszy raz za granica, a dokladniej w Istambule, bylem juz w roku '84 przebywajac jeszcze w lonie matki. Moznaby zatem rzec, iz jestem czlowiekiem swiatowym albo conajmniej europejczykiem. Czyscilem kible w Niemczech, pilem piwo w miejscu Oktoberfestu 2 tygodnie przed Oktoberfestem, palilem lolka w Amsterdamie w dzielnicy czerwonych latarnii, jadlem kebaby w Berlinie, wszedlem na wierze Eiffla po schodach na piechote, gralem w pilke w Londynie z murzynami i pakolami, poszedlem na mecz Bayernu Monachium i dostalem wpierdol od kibicow najebanych kiboli Hansy Rostock, bralem udzial w mistrzostwach Wielkiej Brytanii w Taekwon do i zostalem zdyskwalifikowany po 1 rundzie, kapalem sie w zrodlach termanlych na Wegrzech, spierdalalem przed nozownikiem w Bulgarii itp. Zamilowanie do podrozy i melanzy odziedziczylem prawdopodobnie po moim ojcu, ktory byl czlowiekiem prawym i uczynnym, ale za to zakreconym jak ruski czajnik a w dodatku charakteryzowal sie wybitna niedolnoscia do zarabiania pieniedzy. Jego koledzy z palestry dzisiaj mieszkaja sobie w eleganckich domach, jezdza wypasionymi furami i zmieniaja zony jak rekawiczki... Niestety mojemu ojcu nie dane bylo dozyc zmiany ustrojowej, aby mogl bez przeszkod realizowac swoje pasje, jaka bylo zeglarstwo. Ojciec byl dzialaczem klubu jachtowego Tramp w Mielnie i przeprowadzal egzaminy na patenty zeglarskie. Przed smiercia mial nawet plan budowy wlasnego jachtu, jednak nie zdazyl zrealizowac swojego marzenia. Moj nauczyciel Przysposobiennia Obronnego w liceum przy wystawianiu ocen na koniec roku zapytal mnie czy moj ojciec nie mial przypadkiem na imie Edmund? Odpowiedzialem mu, ze owszem. A on na to, ze zdawal kiedys u niego egzamin na patent zeglarski a moj ojciec zadal mu pytanie: wymien 10 zwierzat na jachcie. Nie znam sie na zeglarstwie, ale sa tam jakies branzowe okreslenia na zagle, linki typu "fok" i takie tam. Moj nauczyciel, nota bene emerytowany major Wojska Polskiego, wymienil tylko 5 z nich i ... zdal! Dzieki temu dostalem w prezencie piatke na koniec roku szkolnego, bo najwidoczniej chcial sie mu jakos za to odwdzieczyc, a ja nie mialem nic przeciwko... Szkoda tylko, ze nie uczyl mnie matematyki, fizyki czy chemii bo tym bardziej nie mialbym nic przeciwko... Zeglarstwo w zyciu mojego starego stanowilo zatem priorytet. Mial w zwiazku z tym liczne przygody, miejscami podobne do moich. W latach 80-tych wybral sie z kolegami jachtem do Kolobrzegu, jednak po drodze zrobili pare flaszek i stwierdzili ze poplyna sobie gdzies dalej... W ten sposob zrobili sobie spontaniczna wyprawe do RFN, bez zadnych paszportow czy innych dokumentow oraz bez niezbednych wowczas zezwolen. Bylo to w czasach, kiedy ludzie uciekali stad pontonami do Szwecji w nadzieji na godne zycie, a za takie akcje grozily spore nieprzyjemnosci od aparatu panstwa. No wiec na spontanie doplyneli w okolice Hamburga, oplyneli kanal kilonski nie bedac kontrolowani przez nikogo. Pech chcial, ze w drodze powrotnej, gdy byli juz na dunskich wodach terytorialnych odbywaly sie tam akurat manewry marynarki wojennej wojsk Nato, ktore jak wszyscy wiemy, byly wowczas wrogimi dla Ukladu Warszawkiego silami zbrojnymi. Pijana zaloga jachtu, czyli moj stary wraz z innymi zeglarzami, zostala wiec zaaresztowana i wtracona do dunskiego pierdla. Ojciec opowiadal, ze pobyt w dunskim wiezieniu wspomina bardzo dobrze, byly wygodne lozka i podawali dobre jedzenie. Czul sie tam jak na wczasach w Danii, z tym ze nie mogl chodzic sobie gdzie chce... W sumie to stwierdzil, ze wcale nie ma ochoty wracac do kraju, w ktorym jest zywnosc na kartki, bo mu tu dobrze. Ich jacht nazywal sie bodajze "Wojewoda Koszalinski", choc nie jestem pewien czy plyneli akurat tym w kazdym razie byl on wlasnoscia jednostki paramilitarnej o nazwie Liga Obrony Kraju czyli LOK. Chcac ukryc ten fakt w protokole wpisali, ze wlascicielem jest LOK... Wladyslaw! Ojcu i kolegom dunski sad przedstawil zarzut podejrzenia o uwaga, uwaga: SZPIEGOSTWO! Dunczykom wydawalo sie ze polska, paramilitarna organizacja probuje infiltrowac wojska NATO pod pozorem wycieczki turystycznej! Na szczescie moj stary byl prawnikiem i o dziwo, jak na tamte czasy mowil niezle po angielsku. Jako ze nie mieli ze soba aparatow fotograficznych, kamer ani nawet mapy to faktycznie ciezko bylo zarzucac im, ze robia jakas dokumentacje. Udalo mu sie obronic zaloge przed dunskim sadem i po 2 tygodniach pobytu w areszcie zostal przewiezieni z powrotem do kraju. W Polsce musieli jeszcze stanac przed sadem morskim w Gdansku, gdzie otrzymali bodajze roczny zakaz plywania na jachtach... W tamtych czasach zeby gdzies dalej poplynac na pokladzie jachtu musial znajdowac sie jakis "uchol" zeby moc zdawac raporty do bezpieki. Etatowym, oswojonym "ucholem" byl pozniejszy Prezydent Miasta "Koszalkowa"(bez nazwisk bo jak wiadomo to powazna zniewaga majestatu). W czasie gdy moj ojciec siedzial w dunskim pierdolu jego byla zona nie proznowala, bo zlozyla mu wizyte w jego mieszkaniu pozbawiajac go wszystkiego co w nim mial- zabrala mu telewizor, pralke, lodowke i meble. W przyplywie szalu chciala mu nawet skuwac kafelki w lazience, ale powstrzymali ja sasiedzi. Nazwijmy ja "Wanda, co chciala Niemca" - bo po rozwodzie z moim startym hajtnela sie z rudym Helmutem z Koeln. Nie chce juz pisac co na jej temat mysle, bo po pierwsze moja przyrodnia siostra a jej corka moze to kiedys przeczytac a po drugie nie mowi sie zle o zmarlych... W kazdym razie z tego co wiem byla niezrownowazona i leczyla sie psychiatrycznie. Mama mi opowiadala ze notorycznie nekala mojego ojca telefonami w srodku nocy, malo tego - grozila mojej mamie ze urodzi bekarta potwora, a jak sie juz urodzilem to mowila ze mnie zabije. Raz nawet zaatakowala moja matke pod moim blokiem(chyba z uzyciem noza kuchennego, ale nie chce zmyslac- nie pamietam, mialem niespelna roczek), gdy ta niosla mnie na rekach do domu. Na szczescie zyczliwy sasiad- stary spoleczniak otworzyl okno i krzyczal ze wzywa Milicje, a ta sie wystraszyla i uciekla... Po smierci mojego ojca, ktory zasnal w fotelu i sie juz nigdy nie obudzil, nadal nekala moja mame. Koscia niezgody byla sprawa spadkowa, moja mama w zasadzie nic nie chciala od niej poza tym zeby ta dala jej spokoj, ale po zalozeniu sprawy spadkowej przynajmniej miala na nia haka. Moja mama wygrala w sadzie dla nas malucha i garaz, a moja siostra dostala mieszkanie po ojcu, w ktorym defakto mieszka do dzisiaj. "Wanda, ktora chciala Niemca" zlozyla jednak apelacje do sadu wyzszej instancji, tez kupila sobie malucha zeby miec pretekst do posiadania garazu i wygrala ta apelacje, dostala swoj garaz z powrotem, a mi po ojcu zostal tylko pomaranczowy Fiat 126 P, ktory jest dzis albo juz zezlomowany albo stoi sobie na jakiejs wiosce na Podhalu, bo moj brat dal go koledze stamtad jakies 10 lat temu. Z tego co mi wiadomo sklad sedziowski w tej apelacji byl mocno lobbowany, gdyz Wanda posunela sie do takich chwytow jak na przyklad przekupienie naszego prawnika i ustawianie sprawy pod siebie. W ten oto sposob zyskalem malucha i stracilem starsza siostre, z ktora nie odzyskalem kontaktu dopoki jej matka nie zmarla co mialo miejsce jakies 3 lata temu. Nie rozmawialem z nia przez ok. 20 lat pomimo tego, ze do dzis mieszka w Koszalinie i to jakies 10 min spacerkiem ode mnie. 2 lata temu siostra napisala do mnie na portalu nasza klasa ze chce sie ze mna spotkac... Tak tez sie stalo i po 20 latach rozlaki poszlismy na piwo i zaczelismy sobie bez zalu opowiadac o sprawach naszej rodziny. Kazdy oczywiscie mial swoja wersje wydarzen, jednak doszlismy do konsensu, wyjasnilismy sobie niedomowienia i dzis zyjemy w zgodzie nie zywiac do siebie urazy. W sumie jak mozna zywic do mnie uraze, jesli mialem 3 lata kiedy te rzeczy mialy miejsce? Mozna mnie winic tylko za to ze sie urodzilem. Czyz to nie jest swietny temat dla Ewy Drzyzgi albo do programu "Urzekla mnie twoja historia" ?!?. Moja rodzina z reszta ma to do siebie, ze prawie wszyscy maja pokrecone zyciorysy. Moja druga przyrodnia siostra, rowniez ma 40 lat i chodzila w podstawowce do tej samej klasy co ta pierwsza - w ten sposob nasi rodzice sie poznali. Mam rowniez przyrodniego brata od strony mamy, a moje przyrodnie rodzenstwo, zeby nie bylo tak latwo, rowniez ma przyrodnia siostre od strony ich ojca, ktora mieszka w Szczecinie i u ktorej czesto bywamy. Zeby jeszcze bardziej skomplikowac ta sytuacje, to moja przyrodnia siostra od strony ojca, czyli ta pierwsza o ktorej pisalem ma przyrodnia siostre od strony matki! Przyznajcie sami, ze to jest troszke pojebane, c'nie ? Podejrzewam, ze zanim to sobie przetrawicie na spokojnie to ja bede mial juz epizod 5.

wtorek, 15 czerwca 2010

Wdowa - Cholera tak !!!

Tytul kawalka moze troche naiwnie brzmi, bo to przeciez smieszna kalka jezykowa z powiedzonka typu "hell yeah!", ale co z tego - Cholera tak, to jest hit, wez mnie zbij za to ! Podoba mi sie, Wdowa kazdym kolejnym numerem potwierdza ze jest najlepszym polskim raperem w spodnicy. Kiedys wydawala mi sie chlopczyca, teraz mysle ze jest po prostu najbardziej konkretna babka w polskim rapie. Nie jest co prawda takim lachonem jak chocby Foxy Brown, ale w przeciwienstwie do niej sama pisze swoje teksty, ktore nie ustepuja skillem najlepszym polskim raperom: "gdzie dzis jest afterparty? skarbie od kiedy weszlas reszta juz jest after party!"
Poza tym wcale nie musi sprzedawac swojej muzyki swoim wygladem, mi sie ona nie podoba wizualnie za bardzo(choc obiektywnie patrzac jest niebrzydka) a i tak sie jaram jej nawijka. Panowie, ponownie chapeaux bas!

niedziela, 30 maja 2010

Eldo - Pożycz mi płuca

Lekka psychodelka od Eldoki, klimat cos jak w procesie Franza Kafki. Leszek przypomina nam o historiach ludzi, ktorzy mieli przejebane u bezpieki. Wkrecajcie sie. Sorry za brak polskich znakow, ale jestem na saksach i nie mam tu polskiej wersji.

piątek, 21 maja 2010

Przygody... cz. 3.

Przygody... cz. 3. Jest słońce, są kobiety i plaża, więc nadszedł czas Mintaja żeglarza.

Część trzecią moich ostrych animozji natury społecznej dedykuję płci pięknej. Przewidując nerwowość moich ex-bejbe, chciałbym zapewnić te z was, które były w porządku wobec mnie i np. nie kurwiły się na boku, że możecie spać spokojnie, gdyż wasze dobre imię pozostanie nieskażone, mało tego zostaniecie celowo pominięte, ze względu na to że skupiam się tutaj na „złych” kobietach. To właśnie dzięki kobietom w moim życiu miałem wiele problemów, parę razy wjebałem się na minę typu, że wyrzucili mnie z liceum przez moją ex, oblałem pierwszy rok na studiach przez drugą moją ex i takie tam pomniejsze wątki niewarte przypomnienia typu złamane kilkakrotnie serce. „Tfardym trza być nie mjętkim”, więc mówiłem sobie trudno i żyłem dalej. Byłem kiedyś quasi-romantycznym małolatem, który żył sobie na nieświadomce i któremu wydawało się wówczas, że prawdziwa miłość istnieje naprawdę, a wręcz że to bardzo fajne i bezbolesne zjawisko, które przytrafia się ludziom czasami i prowadzi do szczęścia obydwu tych osób, a nie do upokorzeń, rozczarowań i bólu istnienia. Jak to ładnie ktoś kiedyś powiedział „baby to chuje oprócz naszych żon i matek”. Kimkolwiek on był, to ciężko nie przyznać mu racji. Wnioskuję to z własnych przykrych doświadczeń ze sfery miłosnej. Nie twierdzę przy tym, że byłem święty, jednak na początku mojego życia, w sensie w okresie dojrzewania i wczesnej dorosłości to właśnie kobiety okazywały się być dokładnie tymi sukami co Ewa, która kazała zerwać niewinnemu Adamowi jabłko z rajskiego ogrodu, tzw. zakazany owoc. Nie w takim sensie oczywiście, że molestowały mnie seksualnie, znaczy się to też, ale mam na myśli bardziej, że sprowadzały mnie na złą drogę w pewien sposób. To właśnie wy - kobiety stworzyłyście ze mnie emocjonalnego wampira, który żywi się waszymi uczuciami niczym, nie przymierzając, dementor z książek/filmów o Harrym Potterze. Dziwna faza bycia „wafelkiem królowej” skończyła mi się mniej więcej w momencie, gdy odebrałem dowód osobisty. Stwierdziłem, że związki damsko-męskie to tylko gra, polegająca na tym, że wygrywa ta osoba, która bardziej zrani uczucia drugiej osoby, a kto się angażuje w związek za mocno ten zawsze przegrywa, bo ma wtedy najwięcej do stracenia, jest najbardziej podatna na ciosy i przeważnie zostaje bez niczego, w dodatku z raną na sercu. Uznałem wówczas, że wbrew pozorom zarówno najbezpieczniejszą jak i najatrakcyjniejszą formą relacji przeciwnych płci jest właśnie seks. Nie bardzo jestem również skłonny uwierzyć w przyjaźń damsko-męską, ponieważ moim zdaniem stanowi ona przeważnie tylko okrężną drogę do łóżka... tj. objazd, czyli zabieranie się do seksu od dupy strony. Nie o tym jednak chciałem tutaj pisać, choć należało się wam jakieś słowo wstępne objaśniające pojmowanie przeze mnie pewnych spraw. Przejdźmy zatem do dań mięsnych, jeśli strawiliście już ten aperitif. Jak miałem 19 lat to braciszek załatwił mi robotę w Mielnie na sezon, sprzedawałem więc piwo i napoje na promenadzie pod namiotem wraz z kumplami, których wkręciłem w ten biznes. Mieliśmy mały barek, parę stolików, mały namiot wystawiony w razie gdyby padało, lodówki z napojami, soczki itp., a co nie mniej ważne mieliśmy też wzmachol oraz kolumny wystawione na plażę, dzięki którym puszczaliśmy co chcieliśmy - nontoper mielonka! Były nawet jakieś skargi, od dziadków, którzy przyjechali nad morze żeby odpoczywać, a nie słuchać „kociej muzyki” czy „jakiś czarnuchów z dżungli”. Jakby nie mogli pójść 0,5 km dalej, bo przecież w Polsce mamy tylko jakieś 500 km wybrzeża to muszą usiąść w miejscu, w którym akurat leci fajna muza. Przeważnie puszczaliśmy jakieś rapy, mieliśmy niestety wtedy tylko radio na kasety, bo ktoś z nas już w drugi dzień pracy zepsuł discmana i laser przestał czytać płyty. W każdym razie mieliśmy zajebisty soundsystem, tylko że graliśmy z kaset jakieś składanki z rapem nagrywane z radia, albo mixtape’y typu AND1 czy Funkmaster Flex i jakieś polskie rap kasety typu Grammatik, Fisz, HST bodajże i inne kiedy mieliśmy zajawkę na taki klimat. Jeden z nas musiał zostawać tam na noc, żeby pilnować interesu, więc mieliśmy otwarte 24 h, jednak każdy z nas przysypiał między 4-6 rano, bo jakoś nie było ruchu. Oczywistym jest, że kręciło się tam mnóstwo pięknych kobiet, które zniesmaczone wszechobecną techniawką w okolicznych klubach przychodziły do nas posłuchać bardziej znośnej dla nich muzyki. W ten sposób nawiązywałem nowe znajomości, które najczęściej znajdywały swój finał na wydmach tj. jak to określa Leszek „wydymkach”. Nawet nie mogę powiedzieć, że to ja te laski podrywałem, to raczej one prosiły mnie na spacer po pracy... Z jedną z nich, niejaką Paulą, starszą ode mnie o 3 albo 4 lata studentką z Poznania spędziłem cudowną noc na plaży. Poszliśmy na spacerek, wzięliśmy ze sobą kocyk, ułożyliśmy się wygodnie na piasku w ustronnym miejscu, podziwialiśmy gwiazdy oraz blask księżyca, prowadziliśmy ciekawe i zajmujące rozmowy, całując się namiętnie i przytulając w tej niezwykle romantycznej, niczym w powieści Nad Niemnem, scenerii. Po czym wspomniana Paula rozpięła mi spodnie i samoczynnie dokonała aktu, który w łacinie nosi nazwę fellatio, a w języku Shakespeare’a nazywane jest popularnie blowjob. Pierwsze 2 razy ejakulat oddawałem na piasek, aby nie pobrudzić przypadkiem buźki sympatycznej blond-poznaniaki. Za 3 jednak razem zadała mi ona zajebiście ważne pytanie, cytuję: „dlaczego nie dajesz mi połknąć, misiu”? No, więc misiu dał jej połknąć... Następnego dnia wracała już do Poznania, ale poszliśmy jeszcze razem na piwo z jej koleżanką do miejscowego pubu, gdzie lachony opowiadały mi wspólnie, że kilka dni wcześniej poszły na gang bang z jakimś typem i robiły go w trójkącie. Po czym stwierdziły, że szkoda że już wyjeżdżają, bo jestem sympatycznym małolatem, coprawda jeszcze mało doświadczonym, ale jak mam ochotę to też chętnie mogą spełnić moje fantazje erotyczne. Myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko w pornolach, ale najwidoczniej myliłem się. Typowe seksturystki - pomyślałem sobie, przyjeżdżają nad morze, żeby się pobzykać. Nie miałem im wcale tego za złe, wręcz przeciwnie, trochę było mi szkoda, że już wyjeżdżały... Wziąłem nawet numer telefonu od Pauli, ale dała mi jakiś domowy, więc się zdziwiłem trochę. Miałem do niej zadzwonić kiedyś tam, ale skasowałem jej numer, bo po sezonie poszedłem do kościoła się wyspowiadać, gdyż nabroiłem z deko w tym czasie i nie chciałem już mieć tak nieczystych myśli... Spotkałem ją w zeszłym roku na dworcu jak wracałem z HipHop Kempu pod koniec sierpnia, to była ona bez cienia wątpliwości, tylko że ona mnie nawet nie zauważyła. Nie próbowałem do niej zagadać, bo stała z jakąś inną koleżanką i jakimś dużym typem czekając na busa do Mielna. Whatever.

Następny wątek mojej opowieści dotyczy mojej ex-bejbe, z którą byłem,
o ile dobrze pamiętam, jakieś 8 miesięcy.(mam nadzieję, że to czytasz ździro!!!) Przepraszam za takie chamskie wynurzenia sfery prywatności drugiej osoby, jednak ten wątek stanowi moją prywatną vendettę na lasce, która zrobiła mnie bezceremonialnie w chuja. Była to wówczas niepisana miss osiedla, zdaniem okolicznego elementu był to prześliczny lachon, którego każdy patol z osiedlany mi potem zazdrościł. Największym jej mankamentem było to, że miała straszne kłopoty z cerą tj. paskudny trądzik, a w dodatku malutki rozumek. Odbiłem ją jej chłopakowi, na którego skarżyła mi się, że on jest nieśmiały, niedoświadczony i się wstydzi za bardzo przez co kilka razy nie doszło do ich pierwszego razu, bo on spanikował albo nie mógł przebić się przez jej „zaporę”. Jak to mówią, nie umiał jej zdjąć simlocka... Postanowiłem wkroczyć do akcji. Po tygodniu chodzenia za rączkę uporałem się z tym problemem... Później często wypominała mi, że za pierwszym razem nie było tak zajebiście, bo ją bolało, że byłem niedelikatny i krwawiło jej. (Kobieto ogarnij się, takie błony jak twoja usuwa się operacyjnie w gabinecie ginekologicznym !) Nasz związek byłby całkiem spoko, gdyby przestała się odzywać, ponieważ po pigułkach antykoncepcyjnych, które przyjmowała była nie do zniesienia. Za dużo estrogenów czy coś, hormony jej nie służyły w każdym razie. Poza tym wkurwiała mnie jej matka, która nakryła nas kiedyś jak wcześniej wróciła z pracy i zaczęła pierdolić coś o tym, że nie chce mieć wnuka. Zmierzam powoli do sedna sprawy. Kiedyś kochaliśmy się u niej w domu, jej mamy akurat nie było, ale był za to jej pojebany jamnik, który kilka razy próbował mnie ugryźć, a jak tylko mnie widział to szczekał jak sam skurwysyn. Od tej akcji wyrażenie „pies Ci mordę lizał” nigdy nie będzie już dla mnie takie samo... No więc kochaliśmy się z nią nota bene w pozycji „na pieska”, gdy wtem na łóżko wskoczył jej jamnik... położył się na swoim tułowiu na kołdrze i zaczął lizać mi JAJA ! Myślę sobie, WTF ? To, że ona cierpi na chroniczny chujowstręt, nie oznacza wcale, że ma to robić za nią jej jamnik !!! Tyle a propos animal porno, bo to było trochę niesmaczne, z czego zdaję sobie sprawę. Innym razem zabrałem ją nad morze, oczywiście do Mielna, bo najbliżej. Było wtedy lato, cieplutko, więźliśmy kocyk i zrobiliśmy sobie mały piknik we dwójkę. Oczywiście zachciało nam się bzykać na łonie natury... więc poszliśmy z kocykiem na wydmy szukać ustronnego miejsca do harców J Niestety na wydmach unosił się zapach moczu i na piasku znajdowało się wiele ludzkich fekaliów. Nic to, pomyśleliśmy, damy radę ! Poszliśmy kawałek dalej do takiego lasku za wydmą. Wcale nie pachniało morskim wiatrem, jednak teren był w miarę czysty. Fiku miku na kocyku, komar ugryzł mnie w tyłek, ale trzymam się twardo zmierzając do happy endu. Wtem na wydmie stanął jakiś łepek, wyjął fujarkę i leje... Myślałem, że sobie pójdzie jak załatwi swoją potrzebę, ale ten zbok zaczął chamsko walić gruchę na naszych oczach... Myślę sobie chuj z nim, nie będziemy przerywać w takim momencie, niech się brandzluję i wypierdala. Dotarliśmy do happy endu i wszyscy byli szczęśliwi. Ten zwyrol też. To tyle tytułem zemsty na byłej dupie, która okazała się być „samicą psa” i zostawiła mnie dla innego typa w dziwnych okolicznościach, kiedy tylko rozstał się ze swoją maniurą. Życie pokazało, że sama najbardziej się ukarała takim wyborem, bo wszyscy jej znajomi wiedzą, że jej facet ją bije po buzi z błahych często powodów(bo zupa była za słona!).

Następna „samica psa” ma dziś rodzinę z synem, więc pewnie się już ogarnęła i nie pierdoli się po krzakach. Jednak przed zawarciem związku małżeńskiego miała quasi-narzeczonego, któremu nonstop robiła rogi. Była bezczelna do tego stopnia, że chciała mieć dwóch typów na raz, mnie i jego. A że wyjechała przecież na studia ze swojego miasteczka to tylko ułatwiło jej zadanie. Ta sielanka trwała jakiś miesiąc po czym on się zorientował co jest cięte, przy czym nasze koleżanki ze studiów wiedziały od początku o wszystkim, jednak żadna z nich nie raczyła mi powiedzieć mi co jest grane(solidarność jajników kurwa?). Skończyło się to awanturą podczas imprezy w klubie, gdzie jej przyszły mąż przyjechał po mnie z kolegą o wymiarach szafy gdańskiej. Dobrze, że ochrona w klubie była ogarnięta... Ona twierdziła wówczas, że między nimi jest wszystko skończone, że mówiła mu o tym i że chce być ze mną. Tydzień później zmieniła zdanie i wróciła do niego. Trochę bolało, ale koniec końców wyszło to wszystkim na dobre. Głowy innych ex-panien postanowiłem oszczędzić, bo żadna z nich nie była nawet w połowie tak perfidna jak te dwie. Mam jeszcze masę historii do opowiedzenia w tym temacie, z tym że to jest już zajęcie na pełny etat, a jak dumnie głosi nazwa mojego bloga, robię to na ćwierć gwizdka.
Koniec części trzeciej.

wtorek, 18 maja 2010

Przygody... cz. 2

Przygody... cz. 2 – ławka, chłopaki z kamienic, osiedle. Bronx, Harlem czy Compton ?

Zastanawiałem się chwile nad II częścią mojej spektakularnej autobiografii i postanowiłem, że będą to wątki osiedlowe. Przy czym jestem zmuszony do wprowadzenia swoistej autocenzury pewnych historii i wybiórczość przy dokonywaniu selekcji, ze względu na krótką formę literacką spłycając je do meritum sprawy. Zmuszony jestem także pomijać pewne wątki, które mogły by zaszkodzić komuś lub sprawić że ktoś poczuje się śmiertelnie urażony, bądź także, co chyba najbardziej niebezpieczne, zainteresować organy ścigania. Jako że wbrew pozorom nie jestem wcale niedoszłym samobójcą czy masochistą, więc jakoś nie lubię sobie „strzelać w stopy”. Cofnijmy się więc w czasie o jakieś 20 lat. Wywodzę się z osiedla na którym od dziecka obserwuję nierówność społeczną i z którego ludność stopniowo „emigruje” do domków na przedmieściach. Z jednej strony poniemieckie kamienice ogrzewane węglem z lokatorami, którzy lubią suto zakrapiane imprezy w środku tygodnia, głośną muzykę i awantury, z drugiej strony ciut nowsze bloki pierwszej powojennej spółdzielni mieszkaniowej w Koszalinie z lokatorami, którzy cenią sobie spokój i porządek. Między jedną a druga stroną podwórka w latach 80-tych był kiedyś nawet mur, który stanowił granicę między normalnością z bloków a patologią z kamienic. Po zmianie ustrojowej mur został zburzony, znaczy się runął razem z tym berlińskim, ale pozostała pewna niewidzialna bariera mentalna między jedną stroną osiedla a drugą. Moi koledzy z osiedla zamieszkujący tą „złą” stronę od zawsze mieli problemy w nauce, bo wagarowali, przez co notorycznie nie zdawali do następnej klasy. Jeden z nich przerósł samego siebie nie zdając w I klasie szkoły podstawowej z... matematyki. Większość z nich ma za sobą dłuższe lub krótsze pobyty w zakładach penitencjarnych. Ich główne przewinienia to były przeważnie doliniarstwo, dziesiony, szaber na działkach, paserstwo i takie tam. Już będąc dzieciakami znajdowaliśmy na placu zabaw zakrwawione strzykawki z jakąś ciemną cieczą w środku... Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy do czego to służy. Jednak część z kolegów, gdy już trochę podrośli, postanowili przekonać się sami. Zaczęli od zbierania halugrzybków, paleniu sztynksu, później papiery, a skończyli na kompocie. Jeden z nich, niepisany „król” osiedla doprowadził się do takiego stanu, że kradł ubrania własnemu bratu, żeby wiadomo co robić. Kiedyś tam wyszedł nawet na wolność i spotkałem go wtedy, ale wyglądał jak śmierć. Nie minął tydzień i wrócił na cele, bo zrobił dziesionę jakiejś babci. Podobnie było z resztą moich kolegów z piaskownicy. W sumie chyba tylko 3 osoby z tych ludzi, których znałem wtedy, nigdy nie weszło w konflikt z prawem, a było nas kilkunastu i od dziecka razem graliśmy w piłkę, w 5 dup, graliśmy w podchody, chowanego itp. Skalę tego zjawiska na naszej osiedlanie uświadomił mi kiedyś pewien pijak, który jak się okazało nie zawsze był żulem. Podszedł do nas w przypływie refleksji i zaczął opowiadać o starych czasach i ludziach mieszkających nieopodal, po czym opowiedział nam historię swojego życia. Rozprawę swoją zaczął od słów: „wiecie chłopaki, kiedyś się skurwiłem i wstąpiłem do prostytucji”. Miał na myśli Milicję Obywatelską oczywiście. Był kryminalnym i zajmował się m.in. ściganiem przestępstw narkotykowych. Opowiedział nam o okolicznych melinach, ćpunach i o wytwórni hery w suterenie pobliskiej kamienicy, która miała być jego zdaniem jedną z pierwszych wykrytych w Polsce, już w latach 70-tych ! Kiedyś wynosiłem śmieci, a w tym czasie sąsiad z kamienicy obok zaczął w narkotycznym transie wyrzucać wszystko ze swojego pokoju. 2 metry ode mnie spadł na ziemię odbiornik radiowy... Dobrze, że stanąłem w bezpiecznej odległości, bo chwile później wyleciał już... telewizor! Nie było mnie przy tej akcji, ale niedługo później ten sam typ usiadł na parapecie i zagroził, że chce się zabić i wyskoczy z okna. Przyjechała straż pożarna i policja. Skoczył z 2 piętra na trampolinę, więc nic mu się nie stało, z tym że pojechał prosto do Monaru. Skoro już piszę o skakaniu z okna to inny mój sąsiad z kamienic spadł po pijaku z parapetu na 1szym piętrze na główkę. Normalnie przypierdolił głową o ziemię i przeżył. Ma tylko guza mózgu i nie chce się dać zoperować. Z resztą to jest właśnie najsławniejszy menel w mieście. Mój człowiek Leśmian przyznawał mu corocznie tytuł menela roku. Chodzi oczywiście o nomen omen Stefana Batorego. Rodzice chyba nie zdawali sobie sprawy jak bardzo skrzywdzili swoje dziecko dając mu na imię Stefan, czyli tak samo jak pewnemu królowi Polski. Stefan miał przez to niestety zawsze przejebane np. w latach 80-tych spał sobie w parku na ławce a tu budzi go M.O. i mówią do niego: „dokumenty!”, a on na to „nie mam!”, „nazwisko!”, a on „Batory”, a oni na to „i co może jeszcze kurwa Stefan ?”, a on „no tak” i w tym momencie okrutni milicjanci wyciągają pałki i biją biednego Stefana za to tylko że podał swoje prawdziwe imię i nazwisko. Stefan potrafi przerzucić łopatą 2 tony węgla do piwnicy za 2 piwa, które wypija potem „na raz”. Dzięki temu sąsiedzi chętnie korzystają z jego usług. Kiedyś podszedł do nas i chciał wziąć łyka świeżo otwartej nalewki miód-lipa. Oczywiście nikt nie chciał po nim pić, więc kazaliśmy mu wypić całą butelkę 1 łykiem. Wypił w parę sekund i jak kafka padł na chodnik. Alkohol nadal trzyma go przy życiu. Spotkałem go przedwczoraj i coś tam sobie śpiewał jak zwykle.
Koniec części drugiej.

niedziela, 16 maja 2010

Przygód kilka Mina świrka wersja blogowa cz. 1

Przygód kilka Mina świrka wersja blogowa cz. 1 - Powstanie potwora, czyli kapitan Jastrząb w cornerach.

Nie wiem od czego mam rozpocząć moją autobiografię, więc rozpocznę ją chronologicznie, by za chwilę rozsypać puzzle na dywanie i zbierać z powrotem na miejsce metodą chybił-trafił. Otóż mam na imię Michał, a miało być Marcin, jednak mój ojciec idąc do urzędu chyba był nietrzeźwy, bo zapomniał jak miał mi dać na imię i miało być Marcin na pierwsze, a na drugie Michał, a zostało to drugie, a pierwszego nie ma. Coś w ten deseń. Chciałbym po krótce opowiedzieć historię swojego życia, bo czuję się jak trochę jak główny bohater filmu Truman Show albo raczej Procesu Franza Kafki. Słaby ze mnie raper, przez co hejtuję swoją własną twórczość. Doszedłem do wniosku, że jestem wannabe hybrydą Grzesiuka, Lema, J.K. Rowling, Franza Kafki i Hanka Moody’ego z Californication, a najnowszą inspirację dla mnie stanowi niejaki typ o ksywie Testoviron, gdyż odkryłem w sobie niespożyte i głęboko skrywane początkowo pokłady polonofobii. Zróbcie o mnie film czy coś, może to być "Dom Zły" sequel w obecnych realiach geopolitycznych naszego kraju, w pegeerze nie pod Szczecinem tylko w Koszalinie, w sumie to jeden chuj. Skoro już przypadła mi rola życiowego nieudacznika, bo np. mam 25 lat i nie mam prawa jazdy, to stwierdziłem iż lepiej jak będę chociaż znanym życiowym nieudacznikiem niż takim tylko anonimowym luzerem. Przejdźmy zatem do genezy kształtowania się mojej osobowości. Gdy miałem niespełna roczek mój ok. 14-letni wówczas brat zabrał mnie na spacer z wózkiem w zimie. Bawił się przy tym doskonale, tak bardzo że aż wypadłem z wózka i doznałem urazu czaszki, a życie uratował mi pompon mojej czapki, który zamortyzował upadek na trotuar. Od tej pory coś we mnie pękło i postanowiłem być pojebany, a poza tym lubię nosić czapki. Rok później zmarł mój ojciec, ponoć na niewydolność dróg oddechowych, ale sekcja zwłok się nie odbyła, więc przyczyna śmierci nie jest do końca pewna. Zasnął w fotelu i już nigdy się nie obudził. On też nie miał łatwego życia. Urodził się w 1937 na wiosce Podklasztorze koło Wilna, czyli w Polsce na kresach wschodnich, ale w dowodzie miał napisane że w ZSRR. Jego ojciec zmarł zdaje się jeszcze przed jego urodzeniem. W sumie to nie wiem, bo nigdy z nim o tym nie rozmawiałem. A że nie miał żadnej rodziny prawie to nie mam nawet kogo spytać. W każdym razie chciał zostać księdzem, pobierał nauki w seminarium duchownym w Krakowie, w którym w tym czasie nauczał Karol Wojtyła. Miał nawet wpis w indeksie od Karola, człowieka który został papieżem, z tym że jak się domyślacie wtedy to jeszcze nie był "nasz papież" i chyba nawet nie wiedział, że nim zostanie. Mojego starego wyrzucono z Seminarium Duchownego, bo miał jakąś przewlekłą chorobę uszu, a jak wiadomo kościół nie lubi dopłacać za leczenie księży, bo to niepewna inwestycja, więc najlepiej było go spławić. Dzięki Ci Boże, że kościół twój jest oszczędny, ponieważ zakładam że w przeciwnym razie raczej bym się nie urodził. Ed, jak lubił o sobie mówić chciał następnie zostać pilotem, ale przez tą chorobę naturalnie nie mógł tego zrobić, więc został prawnikiem po studiach wieczorowych w Poznaniu. A miało być o mnie, więc wracam do tzw. Leitmotiv. W dniu katastrofy w Czarnobylu bawiłem się foremkami na plaży w Mielnie. Ponoć była piękna pogoda, tylko powietrze jakieś dziwne... 3 dni później podano mi płyn Lugola, który gówno daje na promieniowanie radioaktywne. Takie tylko placebo, żeby uspokoić ludność. Wiem, bo mamusia moja pracowała kiedyś w tajnej kancelarii i strzegła sekretów dotyczących ilości strzykawek, opatrunków, szczepionek i aspiryny w woj. koszalińskim, tj. strategicznych zapasów Polszczy na wypadek wojny z imperialistycznym wrogiem klasy robotniczej. Dlatego też jestem blokersem, następcą proletariackich chuliganów. Do tego jestem JP na 50 %, bo nie lubię policji a grałem w byłym milicyjnym klubie sportowym Gwardia Koszalin, a mój trener był posterunkowym, starszym "perspirantem" albo kimś takim, nie znam się. W każdym razie miałem u niego pewne miejsce na ławce rezerwowych. Zawsze. Karierę piłkarską rozpocząłem jednak od drużyny żaków Bałtyku Koszalin. Wygraliśmy ligę młodzików woj. koszalińskiego i pojechaliśmy na turniej Nike Cup do jakiegoś ośrodka szkoleniowego pod Poznaniem. Po raz pierwszy zagrałem w podstawowym składzie i to w meczu z Lechem Poznań. Byłem plastrem Golińskiego, przyszłego gracza reprezentacji Polski. Tak dobrze go przypilnowałem, że strzelił tylko 2 bramki w pierwszej połowie, a ja usiadłem na ławce rezerwowych po 45 minutach. Zajebał mi pięścią w jądra, ale sędzia tego faktu nie odnotował. Później siedziałem na ławce przez okrągłe 90 minut, nawet w meczach z Kultywatorem Kołczygłowy czy Snopowiązałką Sianożęty w juniorach młodszych(nazwy fikcyjne). Stwierdziłem któregoś dnia, że skoro mam siedzieć na ławce to bliżej mam na osiedlu. Przeniosłem się do Gwardii, która w juniorach była ciut gorsza, ale prezes Bednarek nie raczył wydać mojej karty zawodniczej bez odstępnego, bo jestem wychowankiem i nie puści mnie do konkurencji, grubo ? Dostałem pismo, że transfery są wstrzymane, a prezes najwidoczniej stwierdził, że mam nie grać nigdzie i zmuszony byłem pauzować rok czasu. Dlatego też rozegrałem na nielegalu 2 mecze w Mewie Jamno w A albo B-klasie(7 albo 8 liga chyba, najniższa klasa rozgrywek zapewne), ale mi się znudziło jeżdżenie Nysą w luku bagażowym jak worek ziemniaków w 12 osób, bo klub stać było tylko na samochód dostawczy, albo to że wracaliśmy z meczu pociągiem na gapę i musieliśmy się „dogadywać” z konduktorem też mi nie przypadło do gustu. Teraz jednak klub ten nie istnieje, więc nie robię im przypału, no ba mało tego, nawet Jamno już nie istnieje jako samodzielna miejscowość, bo stało się częścią miasta Koszalina po aneksji 1 stycznia br. W ten oto sposób zakończyła się moja oszałamiająca kariera piłkarska.
Koniec części pierwszej.

ps. jeśli ktoś w ogóle to przeczyta i ma ochotę czytać moje wypociny dalej to może zachęcić mnie to do stworzenia kolejnych części.

sobota, 15 maja 2010

Zeus - Lubisz jeść

Jak dla mnie to hot banger, ale pewnie zaraz będzie jakiś hejting, że on to o frytkach nawija a nie że jebać policję, to nie jest o życiu tylko o jedzeniu czyli gówno jakieś, co to ma być w ogóle? Zeus jest chujowy, bo pierdoli coś o sajgonkach. "Polaczki kuhwy jebane jahać się tym i chuj !"

wtorek, 11 maja 2010

Klip od BiszOerKey

Zajebisty numer zwiastujący nową płytę od BOK. Bisz to "miszcz", przerósł samego siebie i rzucił na bit parę naprawdę sytych linijek. Sprawdź to koniecznie.

niedziela, 9 maja 2010

Kozacka parodia hitsingla Jaya

Zajebista parodia piosenki Jaya-z w wykonaniu samego Lorda Vadera! Dzięki za linę Kensee, hammer track!

piątek, 7 maja 2010

Rychu vs. Parias kolejna odsłona

Spodziewałem się więcej jadu i agresji, ale gra się tak jak pozwala na to przeciwnik. Fajnie, że cały czas słyszymy jakieś nowe argumenty i kontrargumenty a nie chamskie wbity przez co beef stoi na wysokim poziomie. Ryszard grubo dał radę, teraz czekam na odpowiedź Pariasu, myślę że wkrótce się pojawi.

czwartek, 6 maja 2010

Versager ohne Zukunft

Dodaję jeden klip i kawałek prawdopodobnie najlepszego obecnie austriackiego rapera działającego w duecie z Whizz Vienna, materiał ma już ponad rok, ale jest naprawdę konkret. Słucham od roku z przerwami i nadal się jaram tym staffem. Zakręcone technicznie wersy i ogólnie stylowo plus dla germanistów to dodatkowa atrakcja, bo trzeba rozszyfrować austriacki niemiecki, który wbrew pozorom nie od razu jest zrozumiały dla kogoś kto się uczył niemieckiego w Polsce, przynajmniej dla mnie, bo przyzwyczajony jestem do berlińskiego "rytmu", akcentu i wortschatzu. Nieważne, taka mała konkluzja a propos Wiednia. Aha i Kamp MC trzyma na klipie w ręku najlepsze austriackie piwo Oettakringer, stestujcie jak będziecie nad pięknym modrym Dunajem. Austriacy dissują niemiecki browar Krombacher, który smakuje jak Bongwasser ich zdaniem, czyli po prostu woda z bonga.


czwartek, 29 kwietnia 2010

lil' bit refreshed

Sory za nieaktywność ostatnimi czasy, "nadajeszla" pora na mały update. Wiadomo czym żyje teraz rapowa Polska - to oczywiście konflikt na linii Poznań - Warszawa. Eldo i 1/2 dawnej Molesty zaczepieni przez Rycha Peję nie mieli zamiaru siedzieć cicho, tak więc mamy eskalację konfliktu. Wcześniej byliśmy świadkami oświadczeń obydwu panów odnośnie jakiegoś tam koncertu na którym grali razem i się znielubili. Sprawa jest o tyle dziwna, że warszawiacy stanęli po stronie TDF mimo, że jak wiadomo, nie darzyli się obustronną sympatią od paru dobrych lat(nota bene Bitwa Płocka i inne). Ja rezerwuję sobie prawo do pozostania tzw. Szwajcarią może być i Kaszubską.



Druga istotna rzecz to dawno zapowiadany już klip Soboty, na którym zobaczymy typowo szczeciński folklor, czyli historia tzw. many'ego i manówy, nie będę tłumaczył bo każdy MANY i szczeciński paprykarz już wiedzą o co kaman. Matheo na bicie, niezłe dicho.

środa, 14 kwietnia 2010

Pyskaty - Bez granic

Co by nie powiedzieć numer jest kozak, tylko refren jest średni. Szkoda, że Termanology nie pojawił się na tym klipie. Po raz pierwszy w polskim rapie z resztą pojawił się raper ze Stanów, który jest aktualnie na tzw. "topie", a nie ktoś kogo wyciąga się dopiero wtedy kiedy wszyscy już o nim w Stanach zapomnieli jak np. Lil Dap z Group Home albo Chubb Rock. Track/klip zapowiada reedycję płyty "Pysk w Pysk". Żałuje przez to, że nabyłem "Pysk w Pysk" w pierwotnej wersji(oddam tanio w dobre ręce!), bo teraz to dopiero będzie ogień.

piątek, 9 kwietnia 2010

Wdowa + Dj Blind

Wdowa to dla mnie najlepszy polski raper w spódnicy, a więc Monia, Ania Sól, Mei, Lilu i cała reszta- błagajcie o litość królowej ! Follow up do Eisa jest potężny: "Nie zapraszaj mnie wieczorem na bitwę o Mokotów, nie chce mi się nawet szukać szczotki do włosów" albo to: "nie jestem duszą towarzystwa, ale opowiem ci dowcip, ustawiam żarcie w lodówce według dat ważności"
Skrócone info od alkopoligamii:
Pierwsza część stylistycznie zbliżona jest do mixtape'u "W", specjalnego dodatku do płyty "Superextra" - pełnowymiarowego LP, z którego pochodzi część druga.
Płyta "Superextra" wydana nakładem Alkopoligamia.com ukaże się przed wakacjami.




Truskule z Poznania mają nowy klip yo, Dj Blind zaprosił do współpracy Oldasa, Enrikle aka Dolna-Wilda-reprezent i Fugola, klip promuje materiał tegoż dj'a.



poniedziałek, 29 marca 2010

Czarne Złoto klip

Łączony klip projektu słynnego, śląskiego rapera i producenta Jajonasza, działającego obecnie pod pseudonimem Lukatricks. Jak wiemy miała to być wspólna płyta Jajonasza, Gano, HST i Fokusa, jednak ostatecznie ma to być Jajo na bitach plus goście featach. W końcu nowe zwrotki od moich faworytów - Joki i HST kapelmajstra, Hannyssy zawsze spoko.

niedziela, 28 marca 2010

Eldo i Eis + Talib&Hi-Tek feat. Bun B

Znalazłem przypadkiem na youtubie nieznany mi wcześniej numer Eldoki i Eisa pochodzący jeszcze z czasów Elemera i dodaje go jako swoistą ciekawostkę. Ciekawe jak wtedy Fu i Pono zareagowali na ten kawałek, który beszta ich styl poniekąd, wiadomo że panowie się znają, ale brzmi to conajmniej jak prowokacja.



pobierz Eldo & Eis - Noc Na Osiedlu


Hi-tek & Talib Kweli are back ! Do tego w kolaboracji z Bun B, prawdziwa BBbomba ! Jak już stwierdził mój człowiek Kensee, będzie z tego kolejny klasyczny album, word up.

wtorek, 23 marca 2010

Beef T.O.M.B. vs. Enson

Na swojej płycie TomB zaczepił Ensona, znanego freestylowaca z Gorzowa za to, że tamten nie nagrał mu gościnnej zwrotki. Tydzień temu zaatakował Ensona kawałkiem, a teraz mamy już odpowiedź Ensona. Enson twierdzi, że to pierwszy i ostatni jego kawałek w tym beefie. Sami oceńcie kto jest lepszy, ja na razie pozostaję neutralny. Na dokładkę sprawdźcie niefristajl TomB'a to dowiecie się o co cho z polskim Cassidy'm.





środa, 17 marca 2010

PROMO-VIDEO-MIX - BISZ OER KAY

Ekipa z Bydgoszczy powraca z nową płytką zapowiedzianą na połowę tego roku, która jak widać zapowiada się obiecująco. Poprzednia produkcja była na b.dobrym poziomie, podobały mi się zwłaszcza śpiew i wokalizy Kaya oraz rapy Bisza, momentami troszkę mniej bity Oera jednak panowie razem stanowią spójną całość posiadającą własny, unikalny klimat nagrań. Definitywnie najlepszy rap z Bydzi ever.

poniedziałek, 15 marca 2010

E40's Revenue Retrievin' is coming soon

Już 30 marca wychodzi nowy album E40 Revenue Retrievin'. Tymczasem sprawdźcie klip z legendarnym stręczycielem z Oakland czyli Too Shortem. It's real walkie talkie !

piątek, 12 marca 2010

69, krecha, seta

Chłopaki ze Słubic gościli u nas w K-linie w maju u.r. czyli blisko rok temu na pewnym koncercie, który akurat współorganizowałem. Kod pocztowy Słubic(69-100) ponoć odzwierciedla zamiłowania mieszkańców tego miasta, gdyż w tym 16-tysięcznym mieście znajduje się ok. 40 burdeli(z których korzystają głównie enerdusy), czyli 69 wiadomo o co cho, Słubice leżą także na głównym szlaku tranzytowym krajowego pudru w kierunku Berlina, no więc krecha, a że chłopaki lubią wypić to na koniec seta i mamy już pełny opis uroków życia na granicy. Emrat i Expe są braćmi, a ten klip to promo ich wspólnej, "familijnej" płyty. Poza Big Up Crew i Rezpektz są stąd także Kedyf, Abel i jego Smagallaz, dzięki którym Słubice to chyba najbardziej znane rapowe miasteczko w tym kraju.

poniedziałek, 8 marca 2010

Anton & mrl - Sen Praca Szlugi / Jak My KLIP

Lil' Antonio z Chamskiego, Letniego Podrywu tutaj tym razem jako Anton wspomagany przez innego kieleckiego rapera o ksywie Mrl. Nie będzie już pewnie chamskich, letnich hitów z milionem obejrzeń na youtube, za to LP zapowiada się całkiem, całkiem.

JuNouMi Rec. EP vol.4 promo

JuNouMi Rec. EP vol.4 promomix by groh (JuNouMi Crew)



finalna tracklista projektu :

strona A:

1. 2cztery7 - Głupie rzeczy 4:15
(Mes, Pjus, Stasiak; bit - Snobe; dodatkowe wokale - Martina)

2. Afront, Metro & Dj Twister - Styl ranin 2:58
(Janek, Kasina; bit - Metro; skrecz - Dj Twister)

3. Dinal - Palić i grabić 3:29
(Mej, Wnkz; bit & skrecz - Mej)

4. Prof & Te Tris - Jestem 3:25
(Prof, Te Tris; bit: Kixnare; klawisze: Herbie Tort)

5. Roux Spana & Temzki feat. Dj Kouticat - Od serca 2:46
(Temzki; bit - Roux Spana; skrecz - DJ Kouticat)

strona B:

1. Tłuste Koty feat. Smark - Stąd tam 4:04
(Rymek, Smark; bit & skrecz - Dj Twister)

2. Ortega Cartel - Czy to ważne? 3:20
(Piter Pits, Patr00; bit - Patr00)

3. Łona & Webber - Drogie Junoumi 3:00
(Łona; bit - Webber)

4. Beat Brothers (O.S.T.R. & The Returners) - Masz to, bierz to 2:47
(O.S.T.R., bit & skrecz: The Returners)

5. Blow feat. Mi-La - Przysięgam! 5:36
(Mi-La; śpiew - Flow; bit - Święty Mikołaj; gitara - Piotr Sidor)


Za miesiąc ma się ukazać na placku JuNouMi Rec. EP vol.4 . Muszę to mieć, bo jak zawsze z resztą w przypadku ekipy junolmi, również i to wydawnictwo zapowiada się znakomicie. Dobrze, że na płycie nie zabraknie moich faworytów z Dinal team, liczę zwłaszcza na dobrą formę Smarka, Łony, Rymka i 2cztery7. Jeśli jest tu w ogóle coś do czego mogę mieć wątpliwości to do śpiewu Flow, bo jakoś nie jestem fanem głosu tej pani, choć i to nie przeszkadza mi to w kupieniu tego vinyla w ciemno.

środa, 3 marca 2010

DJ Khaled "All i do is win"

Khaled ma jak zwykle wypasioną obsadę, warto sprawdzić to dla Snoopy'ego, Ludy i oficera Ricky'ego, za to T-Paina bym wyciął. Dobrze, że bez Weezy'ego tym razem, enough is enough.

Zioło Zioło "Beznadziejność"

Całkiem niezłe entree rapera i producenta Zioło aka Zioło. Jak głosi podpis pod klipem: potencjalnych nabywców albumu Zioła odsyłamy na http://www.zioloziolo.pl

czwartek, 25 lutego 2010

Juseppe i Mino - Haiti prod. Bryza


Prezentujemy wam utwór, który powstał specjalnie na koncert charytatywny dla ofiar trzęsienia Ziemi na Haiti. Zachęcamy do wsparcia tej akcji charytatywnej poprzez przyjście na koncert już w najbliższą sobotę 27. lutego od godz. 18 w koszalińskim kinie Kryterium. Wstęp 7 zł.

Juseppe i Mino - Haiti prod. Bryza

poniedziałek, 22 lutego 2010

AZS Koszalin z Pucharem Polski !!!

Zwykle nie pisze tu o sporcie, ale to jest wyjątkowa okazja. AZS pokonał wczoraj zasłużenie drużynę Turowa Zgorzelec(80:75) w finale PP na warszawskim Torwarze. Pora żebym zdjął kapelusz, bo chciałbym serdecznie pogratulować AZSowi K-lin zdobycia Pucharu Polski, wielki szacun za największy sukces w historii klubu, a może i w historii całego miasta(na równi z PP dla szczypiornistek AZS Politechnika Kosz.) Cieszę się wspólnie z wami i życzę dalszych sukcesów w rozgrywkach ligowych.

piątek, 19 lutego 2010

Raca PeeRZeT - Zawias (feat.Gedz, Dj Ike)

Track jak dla mnie jest picco bello. Raca i Przemek to niekwestionowane koty i jeszcze gdyby nie facjata Racy tobym powiedział, że to dobrze że zrobili sobie klip :P Jak to nawinął kiedyś Raca sam o sobie: "jak się urodziłem, byłem mały i brzydki, nie chcąc się obrażać, dziś jestem identyczny" - true, true ! Utożsamiam się z tematyką tego kawałka, miewam podobnie, widać, że obydwaj panowie mają duży dystans do siebie, co im się chwali. Ponoć ta ich wspólna produkcja to taka trochę, jak sami przyznają, na odpierdol zrobiona, ale ten numer styka. Refren taki sobie, ale nie wkurwia ucha.

Kid Sister - Ultraviolet


Jak wam się podoba klip Kid Sister ? Laska(obecna, ex?) Dj A-Traka wydała w listopadzie ubiegłego roku w końcu swój album Ultraviolet, z którym właśnie mam zamiar się zapoznać. Wiadomo czego można się po niej spodziewać, oczywiście nawijki o jej paznokciach na połamanych, elektornicznych bitach. Nic nie szkodzi, bo ma fajny flow, głos i muzycznie jest syto. A tak poza tym jest niebrzydka w stosunku do niektórych raperek. You dig ?

czwartek, 18 lutego 2010

Koncert charytatywny na rzecz Ofiar Haiti


Wspólnie z Juseppe wystąpimy na koncercie charytatywnym na rzecz ofiar trzęsienia ziemii na Haiti, który odbędzie się w sobotę 27. lutego od godz. 18 w Kinie Kryterium. Cena biletu 7 zł, a w przerwie koncertu odbędzie się licytacja rzeczy z których dochód będzie przeznaczony na rzecz ofiar Haiti. Serdecznie zapraszamy do przyjścia i włączenia się w tą akcję.

Moja wypowiedź dla radia Vox Fm.

środa, 17 lutego 2010

Przegapione klipy

Klipy przespane, bo wyszły w zeszłym roku a ogarniam je dopiero teraz. Pierwszy, shame on me, La Coka Nostra przegapiłem tak jak ich koncert na Kempie(widziałem 2 kawałki raptem). Drugi to kawałek reprezentantów Zdolnego Śląska - duetu Dapit/Smolak z gościnnym udziałem Zamara pt. So fresh, so clean, z którym żeby było śmieszniej nagrałem kawałek Keep it fresh, awruk ćam ! Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że moja epka pojawiła się ok. 2 tygodnie wcześniej niż klip do tego kawałka(WTF ?). 3 klip to kawałek, który słyszałem zaraz po tym jak wyszedł, jest to singiel do płyty Chali 2na "Fish Outta Water". Warto sprawdzić choćby dla charakterystycznego głosu i flow "Tuńczyka".
4 klip to akurat nowość, tragi-komiczna relacja z życia dzieciaka w gettcie według niejakiego Fashawna, na refrenie amerykański odpowiednik Majki Jeżowskiej - J. Mitchell . Jakimś cudem nawet inicjały mają podobne, tylko odwrotnie.


"Life As a Shorty" Fashawn feat. J. Mitchell from Punit Dhesi on Vimeo.

sobota, 13 lutego 2010

Z cyklu podesłane...

Znajomi podsyłają mi różne klipy, a że są to przeważnie ciekawe rzeczy toteż je tutaj zamieszczam. Sponsorem dzisiejszego posta jest cyferka 3 oraz literki B(jak Bisti), K(jak Kensee), L(jak Le$mian). Pierwszy klip jest podsumowaniem roku 2009, coś na zasadzie kawałków Piha tylko amerykańska wersja wykonana przez nieznanego mi bliżej MC o ksywie Skillz. Drugi to przyjemny track wykonany przez również nieznaną mi ekipę. Trzeci to już ciekawostka odnośnie bounce'u na Ukrainie, a propos choćby ostatnich wyborów prezydenckich. Czwarty to z kolei szwedzki akcent w postaci collabo Pato Pooh i Adama Tensty(grał kiedyś ponoć na Kempie, ale może przespałem, nie wiem). Klip świetnie stylizowany na kultową gierkę Mario Bros. Stockholm to swoją drogą ładne miasto, byłem tam kiedyś, warto odwiedzić.


DJ Spinna -feat. Fresh Daily, P.SO, Homeboy Sandman (AOK)"Get On Down" from CHANCLETAFILMS on Vimeo.



poniedziałek, 8 lutego 2010

Mes + TDF, why not ?

Zastanawiało mnie od dłuższego czasu dlaczego Ten Typ Mes i Tede nigdy nie zrobili wspólnego kawałka. Mes wymijająco odpowiada na to pytanie.

Peti - NPD IS ALIVE (BOOTLEG 2010)

darmowy hosting obrazków
Wczoraj wyszedł autobootleg Petiego. Ja dodam od siebie, że w cz. "złodziejski fach" użyte zostały skradzione podkłady pochodzące z ostatniej LP AHOJ "Wrzut na Dupie" oraz mojego LP "Przygód kilka..". Oto co piszę na temat bootlegu napisał sam zainteresowany:
Ostatnio widzę, że jest tu wysyp różnych produkcji i z reguły są to śmieci. Trafiają się dobre rzeczy od ludzi którzy mnie nie zawodzą nigdy, ale też i od nowych osobistości. Ja dzisiaj dorzucam coś ze "śmieci", a tak naprawdę oddaje w wasze ręce jakieś półtora roku mojej "pracy", nagrywki, niedokończone płyty, albo nawet ledwo zaczęte z czasu działania studia NPD (NiePoDrodze) czyli jakoś rok 2008/2009 plus kilka tak zwanych smaczków jak np numer "MZK" w wersji "peti/ziemia" i różne inne. Krótko mówiąc wszystko to czym się jarałem i co robiłem w miedzy 2008 a 2009, a do czego mam jakiś sentyment. Traki to "podrasowane" mixdowny więc chodzi tylko o zajawkę i to jak kształtowały się moje jazdy, choc starałem sie - bo składałem to sam - by zbytnio nie kalało to waszych uszu. A bootleg dlatego, że ludzie którzy tu sie pojawiają, współpracujący ze mną nie wiedzą o tym, a np bit do mzk aranżowałem sam. Pozdrawiam!

Peti - NPD IS ALIVE (BOOTLEG 2010)

niedziela, 7 lutego 2010

KoszaLinz fajnest - Gandzia rolnik

Po ponad pół roku KoszaLinz fajnest przypomina o sobie montowanym klipem do "gandzia rolnika" autorstwa Kensee'ego. Zapraszamy was do obejrzenia, sami oceńcie jak to wyszło. Peace.

wtorek, 26 stycznia 2010

Niepodrodze presents: 02Lolek, Capek, Kondzioł, Mino - Słoneczny Dzień



Kawałek ten został nagrany prawie rok temu w Studiu Niepodrodze, jednak doczekał się publikacji dopiero teraz. Produkcją zajął się Kensee, choć pierwotnie wokale zostały nagrane na bicie innego producenta celem umieszczenia go na składance producenckiej, co się jednak nie stało. Słoneczny, rozgrzewający utwór, w sam raz na 20 stopniowe mrozy. Byle do wiosny!

Słoneczny Dzień


poniedziałek, 25 stycznia 2010

E-40 + Ludakrzyś

Obydwaj panowie są moimi faworytami i wracają właśnie z nowymi albumami, na które czekam. Polecam nowe klipy obydwu: Ludakrzyś przegiął z nawijką, typ jest ciągle świeży, a video pomysłowe(jak zawsze), z kolei legendarny już weteran z Bay Area i twórca Hyphy Movement E-40 stworzył prawidziwy street banger w swoim unikalnym, "zatokowym" stylu, a nakręcony do niego klip jest wymowny i wprowadza nas w klimat hustlingu rodem z północnej części Kalifornii.




niedziela, 24 stycznia 2010

Nas & Damien Marley - As We Enter

Czekam na wspólny album Nasa i Damiana Marleya "Distant relative". Jak wiadomo album miał się ukazać już w 2009, ale premierę przesunięto prawdopobodnie na 16.03.2010. Obsuwa ponoć wynika z rozwodu Nasa i Kelis. Szkoda, że zdążyli zrobić sobie tylko jedno dziecko razem. Teraz cała nadzieja w Jay-z, że zrobi Beyonce nowego Michaela Jacksona... A tym czasem sprawdźcie singiel z tej płyty.

sobota, 23 stycznia 2010

Klipy, które wyczaiłem ostatnio

Jaram się tym kawałkiem. Weterani sceny wyśmiewają raperów, którzy mają przedrostki Lil' i Young w swoich ksywkach. "Barrack Obama, we need change, how many rappers in the game got little in front of their names ?" - ten wers najlepiej tłumaczy temat numeru.


Joe Budden, Joell Ortiz, Royce Da 5 9 i Crooked I
w akcji. Nie słyszałem jeszcze ich płyty, podobno ludzie się trochę zawiedli, za to ten numer jest gruby. Panowie już jutro zagrają koncert w klubie "the Fresh" w Wuwua. Szkoda, że to tak daleko...

To też jest dobry numer.

Juelz Santana to jak dla mnie kozak od bardzo dawna, gruby technicznie mainstream. Propsuję typa !

środa, 20 stycznia 2010

2 tracki z Prosto Mixtape 600V

VNM jak słychać staje się nową gwiazdą Prosto, chyba przeszedł swój szlak po czek. Sokół może w końcu go wyda.

Felipe, VNM, Jędker, Pezet, Sokół, Brahu, Numer Raz i Eldo na jednym tracku! Jak dla mnie to egzotyczne połączenie- Eldo, Numera i Pezeta się tutaj nie spodziewałem, ale wyszło całkiem nieźle.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

kolejny track ze składanki Zielicha

Nie kojarzę tego typa zupełnie, ale słychać że ma skillsy. Ze spejsa tego typa dowiedziałem się, że jest z Kalisza i nagrał jakieś LP. Godne uwagi ze względu na świeży koncept i ciekawe patenty słowne.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Maino - Get 'Em Tiger

Wyszedł nowy, luźny track od Maino i znowu muszę go spropsować. Maino wczuwa się tutaj w Tigera Woodsa, najlepiej zarabiającego sportowca na świecie, który ostatnio jest posądzany o seksoholizm ze względu na ilość swoich kochanek, przez co zawiesił nawet karierę sportową by ratować rodzinę. To Ciech z Szybkiego Szmalu kiedyś nawinął w kawałku Moja Prawda Ponad na bicie Poleja "raczej chce zaliczać dziury jak Tiger Woods" i teraz to nabrało podwójnego znaczenia.